Casino vs. Timba – wywiad z Pawłem Bugałą.

Paweł Bugała – założyciel warszawskiej szkoły tańca The Cuban Place. Swoją przygodę z salsą rozpoczął w 2003r., natomiast 4 lata później został instruktorem Casino. Brał udział w międzynarodowym konkursie tanecznym “Primavera Salsa Open”, gdzie za każdym razem zajmował bardzo wysokie miejsca w kategorii Casino: 2007 (IV), 2008 (II), 2009 (III), 2011 (II).

We współpracy z twórcami filmu o Los Van Van, wraz z Izą Wierzbińską (ówczesną dyrektorką Kina Muranów), z pasji do kultury kubańskiej, jako pierwsi w Polsce zorganizowali projekcję filmu Eso Que Anda, jak również innych filmów, takich jak: Popular (film o twórczości Charanga Habanera), Animals of Cuban Music, De donde son? Una mirada al son de Cuba czy La leyenda del son. We współpracy z GutekFilm promowali w środowiskach tanecznych film „Chico y Rita”.

Z inicjatywy Pawła i jego ówczesnej kursantki, Agaty Maroń, powstała jedna z najbardziej znanych warszawskich imprez tanecznych – Fiesta en la Playa. Był także współtwórcą drugiej dużej znanej latynoskiej imprezy w warszawskim klubie Hula Kula.

Co więcej, Paweł angażował się we współpracę z licznymi fundacjami i stowarzyszeniami, tj. Stowarzyszenie Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa “Bardziej Kochani”, Polski Związek Niewidomych, Stowarzyszenie Niepełnosprawnych Archidiecezji Warszawskiej, Fundacja “Pomocna Dłoń”, Zespół Społecznych Szkół Specjalnych “Dać Szansę”.

Jest również pomysłodawcą i realizatorem projektu “Up & Down Project”, skupiającego swe działania wokół formacji tanecznej złożonej z osób z zespołem Downa.

Pamiętam jak wspominałeś, że zanim spotkałeś na swojej drodze Casino, to tańczyłeś Rock’n’rolla. Powiedz mi, co jest bliższe Twojemu sercu, Rock’n’roll czy Casino?

Mimo wszystko Casino. Można powiedzieć, że Rock’n’roll jest moją odskocznią od Casino, ale mam ogromny szacunek do początków swojej tanecznej przygody – zaczynałem przecież od tańców swingowych, a przede wszystkim od turniejowego Boogie Woogie…, ale to dosyć długa historia.

Chętnie posłucham tej długiej historii. Ile lat tańczysz Casino i w którym roku zostałeś instruktorem?

Pierwsze kroki salsy – wtedy jeszcze nie znałem pojęcia „casino” – postawiłem w liceum w roku 2003 podczas przygotowań do rewii tanecznej pt. „Sondaż”, reżyserowanej przez Marcina Skrzecza – mojego pierwszego nauczyciela tańca.

„Sondaż” prezentował różne style taneczne, między innymi salsę. Po występie poszliśmy ze znajomymi na moją pierwszą imprezę latino do warszawskiego klubu Tygmont. Po pierwszej wizycie w klubie spodobało mi się i zacząłem chodzić regularnie. Często brałem udział w lekcjach przedimprezowych prowadzonych przez Sylwię Raźną – uczyłem się na nich podstawowych kroków bachaty, salsy, merengue. Nie miałem wtedy pojęcia o istnieniu szkół salsy. W Tygmoncie poznałem osoby, które uczyły się w szkołach i wprowadziły mnie w świat tancerzy. Tam poznałem moją pierwszą „salsową” partnerkę. Dużo tańczyliśmy razem na imprezach i ćwiczyliśmy na własną rękę. Dzięki niej, tak naprawdę, trafiłem na główną imprezę pierwszej edycji Warsaw Salsa Festival, która odbywała się wówczas w warszawskim klubie Grand Zero. Nie znałem wtedy żadnych instruktorów, a jedyną osobą, którą rozpoznałem na parkiecie, był tańczący w tłumie Jose Torres – znany z telewizji.

I na tym festiwalu zakochałeś się w Casino?

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co to właściwie był za taniec. Brałem udział tylko w imprezie głównej, nie uczestniczyłem w żadnych zajęciach.

Kiedy więc dowiedziałeś się, że tańczysz Casino? Co spowodowało, że ten styl tańca tak bardzo Cię zainteresował, że zacząłeś zgłębiać wiedzę na temat kultury kubańskiej? Czy mógłbyś określić jakiś moment za przełomowy?

Dowiedziałem się o tym przypadkiem. Ważne jest to, że na początku mojej salsowej przygody nigdy nikt nie wymagał ode mnie tego, abym określał swój taniec, przyporządkowywał go do konkretnego stylu. Dla mnie salsa to była salsa, widziałem jej różnorodność, ale nie zagłębiałem się w to szczegółowo. Nie było mi to do niczego potrzebne. Taniec służył zabawie, rozrywce… Był świetną alternatywą dla wieczoru przesiedzianego w domu. Był to czas, w którym rozwijanie tej pasji nie wymagało ode mnie też żadnych nakładów finansowych, oprócz biletu wstępu na imprezę i piwa na barze. Tańczyłem tak, jak mi się podobało, podglądałem tancerzy. Brzmi to bardzo nieprofesjonalnie, ale ja nigdy nie myślałem o tym, że będę instruktorem tańca.

Moja przygoda z casino zaczęła się od poznawania ogólnie pojętej kultury latynoskiej, a nie od zgłębiania wiedzy na temat tańca. Na ówczesnych imprezach latino spotykałem wielu latynosów, którzy przybliżali mi swoją kulturę poprzez wspólne domówki, na których tańczyliśmy, jedliśmy regionalne przysmaki, graliśmy na instrumentach. Salsa towarzyszyła nam zawsze, była tańcem ‘uniwersalnym’, tańczonym przez Kubańczyków, Meksykanów, Kolumbijczyków – wszyscy spotykaliśmy się na tym samym parkiecie.

Szczerze mówiąc już nawet nie pamiętam, co było po czym, ale jeśli mówimy o uświadomieniu tanecznym, to momentem przełomowym była sytuacja, w której na imprezie w Tygmoncie zaczepił mnie jeden z tancerzy i spytał, gdzie nauczyłem się tańczyć casino. Ja oczywiście byłem bardzo zaskoczony, bo nie wiedziałem, że taniec ten tak właśnie się nazywa. Krzysiek był bardzo dobrym znajomym Elizy, wspomnianej wcześniej mojej pierwszej salsowej partnerki. Jeden z najlepszych tancerzy, jakich wówczas widziałem. Był fenomenalny. Od razu rzucał się w oczy swoją charyzmą stylistyczną, zarówno tanecznie jak i pod względem ubioru.

Krzysiek ma rodzinę na Kubie. Bardzo mocno kibicował mi i Elizie i wspierał nasz taneczny rozwój. Pamiętam, jak za każdym razem, gdy schodziliśmy z parkietu, podchodził i mówił „Wymiatacie, jestem z Was dumny! Ale Paweł, gdybyś jeszcze mniej tyłkiem kręcił, to byłoby idealnie!”. Kris przywiózł nam filmy instruktażowe z Kuby. Przerobiliśmy wszystkie figury z płyt i tańczyliśmy je na imprezach – to były tak naprawdę moje świadome początki.

Nie chciałeś chodzić na żadne zajęcia do szkoły tańca?

Na jednej z potańcówek zobaczyłem ruedę de casino tańczoną przez ludzi, którzy chodzili na tradycyjne kursy. Pamiętam, że nie zrobiło to na mnie dobrego wrażenia.

Najważniejsze jest to, że miałem już ściśle określoną wizję tego tańca, ze względu na filmy, które dostałem od Krzyśka. One były dla mnie niepodważalnym autorytetem. Gdy zobaczyłem, jak tańczą Polacy, było to dla mnie zbyt sztywne i dziwne, figura za figurą, bez luzu, zabawy, pozytywnej energii, ale i bez stylu. W tamtym momencie, byłem już po 2 latach obcowania i imprezowania z Latynosami i pewnie dlatego odniosłem takie, a nie inne wrażenie i pamiętam, że zniechęciło mnie to trochę do szkół tańca. Nie chciałem nawet spróbować.

Z tego co mówisz, kiedyś dużo imprezowałeś, a czy teraz często bywasz na imprezach kubańskich?

Kiedyś impreza to było najważniejsze miejsce! Nie można było odpuścić żadnej. To był standardowy punkt w planie całego tygodnia. Czekało się na nią z niecierpliwością! To było nasze miejsce spotkań, tańca i zabawy. Teraz chodzę bardzo rzadko. Gdy zacząłem prowadzić zajęcia, to jeszcze przez wiele lat byłem aktywnym uczestnikiem imprez, jednak w miarę upływu czasu zaczęło to zanikać. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że zaangażowanie w taniec na poziomie instruktorskim coś mi odebrało, jakąś świeżość, naturalność, bezproblemowość… Powodem nie był jednak sam taniec, ale wiele różnych problemów jakie mnie spotykały na mojej tanecznej drodze. Sam się często dziwię, jakim cudem wytrzymałem ten trudny okres i dalej uczę. Ludzi z początków mojej kubańskiej przygody już praktycznie nie spotkasz na parkiecie. Większość zrezygnowała wiele lat temu. Ja zostałem.

Wracając do imprez. Coraz mniej podobała mi się muzyka, a moja wizja tańca różniła się od tej, którą tam spotykałem. Tak jak zauważyłaś, ja przez wiele lat dużo imprezowałem, czasami w tygodniu było po 6 imprez i po tych wszystkich latach spędzonych na parkiecie, mój pierwszy zapał gdzieś odszedł i taniec stał się moim naturalnym towarzyszem. Poza tym, chodząc na imprezy, nie musiałem tańczyć przez cały wieczór. Wychodziłem na parkiet wtedy, kiedy miałem na to ochotę i wielu ludzi tego nie rozumiało.

Prawdą jest, że odmawiałeś partnerkom, kiedy prosiły Cię do tańca?

Tak, zdarzało się, ale nie odmawiałem dlatego, że mi się nie chciało tańczyć, tylko najczęściej dlatego, że nie odpowiadał mi dany utwór. Mówiłem wtedy, że jeśli poleci fajna piosenka, to oczywiście zatańczymy. Zawsze miałem ściśle określony gust i bardzo męczyłem się tańcząc do muzyki, która mi się nie podobała. Ludzie zaczęli mnie wtedy szufladkować i przypinać mi różne etykietki. Nie ma co się rozwodzić nad tym tematem – standard, przez który każdy kiedyś przechodził, czy to w środowisku tanecznym, w pracy czy w szkole. Trudno kogoś trafnie ocenić nie zamieniwszy z nim nigdy ani jednego słowa. To był standard w środowisku tanecznym, mnóstwo zazdrości i zawiści. Mam wrażenie, że niektórzy po prostu żywią się sensacją i plotką. Nie warto traktować ich poważnie.

Dla mnie priorytetem zawsze była muzyka. Czasami byłem w stanie odstawić taniec na bok i chodzić na imprezy tylko po to, żeby posłuchać dobrej muzyki. Na imprezie mogłem zatańczyć tylko raz i dla mnie była to udana impreza. Nikt nie rozumiał tego, że siedzę i słucham muzyki, patrzę jak ludzie tańczą, rozmawiam ze znajomymi. To był dziwny czas… Zupełnie nie odnajdywałem się w towarzystwie ludzi, dla których taniec był najwyższym priorytetem. Miałem inne podejście, nierozumiane przez wiele osób.

Czyli jaka muzyka kręci Cię najbardziej?

Los Van Van jest dla mnie absolutnym numerem jeden. Uwielbiałem songo stworzone przez Los Van Van. Uwielbiałem tę radość i skoczność, które są charakterystyczne dla tego stylu. Uważam, że Los Van Van to najważniejsza orkiestra kubańska, którą każdy casinero powinien znać. Oczywiście znam bardzo dobrze i lubię twórczość innych kubańskich zespołów jak: Manolito y Su Trabuco, Pupy y los que Son Son, Adalberto Alvarez y su Son, Tirso Duarte, Orquesta Reve i wiele wiele innych.

Pisałeś kiedyś bloga na temat muzyki kubańskiej i słyszałam również, że byłeś bardzo aktywny w sieci.

Mój pierwszy blog założony w sieci to boogalu.bloog.pl. Nazwa zainspirowana serią kubańskich filmików tanecznych nagrywanych przez Boogalu Production. Pseudonim wziąłem tylko po to, aby nazwać swojego bloga – przyjął się jednak na lata i był moim znakiem rozpoznawczym w środowisku tanecznym.

Prowadziłem wiele blogów o muzyce kubańskiej. Były dla mnie miejscem, gdzie mogę kontynuować swoją pasję, z dala od kontrowersji związanych z moją osobą. Byłem też redaktorem portalu Salsainfo.pl, miałem tam swój kącik muzyczny i pisałem artykuły. Poza tym udzielałem się również na wielu forach tanecznych.

Dlaczego zaprzestałeś publikowania?

Gdy poznajesz ten taniec, masz duszę wojownika i starasz się przeforsować swoją wizję, starasz się pokazać ludziom, dlaczego myślisz tak, a nie inaczej, dlaczego tańczysz tak, a nie inaczej i dlaczego to Ci się podoba, a tamto Ci się nie podoba. Na wielu forach można było zauważyć swojego rodzaju walkę, głównie dlatego, że byłem przeciwnikiem kursów tańca, bo nie podobało mi się jak tańczyli kursanci. Pamiętasz te filmy instruktażowe z Kuby, one były moją wyrocznią! Brzmi to śmiesznie, bo właśnie stoję po tej drugiej stronie. Od wielu lat prowadzę kursy i jest to moja główna droga przez życie.

Przestałem publikować, bo czułem, że nie mam z kim dzielić swojej muzycznej pasji. Ludzie pasjonowali się tańcem, ale nie zagłębiali się w muzykę kubańską. Była ona dla nich tylko źródłem fajnej energii i rytmu do tańca. Wiele osób widzi w niej tylko „1-2-3…5-6-7” i na tym ich zaangażowanie w muzykę się kończy. Oczywiście nie mam o to do nikogo pretensji, bo muzyka kubańska jest dla Polaków bardzo trudna. Nie jest to nasza kultura i nigdy nie będzie. Osób, które wchodzą w ten klimat całym sercem jest bardzo mało. Sprawdzając statystyki, na moje blogi wchodziło więcej osób z zagranicy niż z Polski. To mówi samo za siebie.

Jesteś zwolennikiem „tradycyjnej formy casino”. Powiedz mi, co kryje się pod tym pojęciem? Gdzie jest ta granica, która pozwala powiedzieć: „O, to jest Timba, a to jest tradycyjne Casino”? W momencie kiedy dodamy np. Reggaetón?

Trudno powiedzieć tutaj o jakiejś granicy, bo timba to nowoczesny sposób grania muzyki kubańskiej, a casino to taniec. To są inne kategorie. Znacznie więcej na temat muzyki dowiesz się od kubańskiego muzyka niż ode mnie.

Od samego początku tańczyłem „czyste” casino, bez dodatków i urozmaiceń z innych technik tanecznych. Nigdy nie zagłębiałem się w muzykę afrokubańską, nigdy nie tańczyłem publicznie rumby. To kompletnie nie moje klimaty. Nie uważam też, że ucząc casino, muszę znać całą taneczną kulturę Kuby i jej uczyć. Moją pasją jest casino i wszystko to, co jest z nim bezpośrednio związane.

Co sądzisz na temat mieszania styli tanecznych? Mam na myśli Casino i pozostałe tańce kubańskie/afrykańskie.

Wszystko zależy od muzyki, do której tańczysz. Jak usłyszysz w muzyce rumbę, to tańcz rumbę. Ktoś mógłby powiedzieć: ‘aa, bo to jest timba, a w timbie można wszystko’. Nie zgadzam się z takim podejściem, ale to są bardzo rozległe współczesne deformacje taneczne i muzyczne, które są dalekie od tradycji. Ja lubię tradycję i bardzo ją szanuję. Nie chcę jej zmieniać, bo nie mam do tego prawa. To jest dorobek kulturowy Kuby, niezwykły, fenomenalny, barwny i zachwycający. Trzeba tylko chcieć go poznać głębiej. Początki timby były wspaniałe. Muzyka w latach 90-ych, ale i kubańskie albumy z początków XXI wieku, tak naprawdę mniej więcej z pierwszej dekady. Od pewnego momentu muzyka zaczęła się zmieniać… Zaczęła gubić swoją kubańską duszę i iść w stronę mody, pieniędzy i popularności. Kosmiczne mieszanie gatunków. Byłem wielkim fanem timby, ale wydaje mi się, że w momencie, gdy promowałem ją w sieci była to zupełnie inna muzyka. Słowo to jest teraz bardzo modne wśród tancerzy. Nie jestem fanem współczesnej timby, bo nie podoba mi się jej ewolucja. Zatraca wiele muzycznych wartości i tym samym przyczynia się do deformacji w samym tańcu.

Uwielbiam cha-cha-chá, son, mambo… Są genialne same w sobie, bo charakteryzują się takim klimatem muzycznym, a nie innym. Rumba także jest jedyna w swoim rodzaju. Uważam, że mieszając wszystko ze sobą, każdy gatunek na tym traci. Nie wydobywamy z nich prawdziwego piękna, tylko tworzymy jakąś grę pozorów, kolorową choreografię, która zrobi świetne show na scenie.

Nie mam do nikogo żalu o to, że pojawiają się deformacje, bo świat tworzą ludzie i ich wybory. Nie zatrzymamy tego, ani nie zmienimy. Muzyka jest tworzona przez ludzi i dla ludzi. Tak samo jest z tańcem. Chciałbym tylko, aby deformacje nie uśmiercały fundamentu, z którego się wywodzą. Dziś, gdy postawisz obok siebie dwie pary tańczące casino, jedną tradycyjną w stylu lat 60-ych, drugą współczesną, to zobaczysz dwa zupełnie inne tańce. Według mnie deformacje zaszły za daleko, aby w obu przypadkach posługiwać się terminem „casino”.

Jakie jest Twoje zdanie na temat Metody MCC (Metoda del Cuadro del Casino)? Ile jest prawdy w tym, co przekazuje nam Yoel Marrero?

Metoda kwadratu casino jest mistrzostwem świata. Czegoś takiego nikt z nas by nie wymyślił, bo nie mamy dostępu do tak szczegółowej wiedzy na temat kubańskiego tańca. Rozumiem podejście CPT (Fundacja Casino Para Todos), bo wiem, że ich głównym zadaniem jest uświadomienie ludziom, że to, co dzieje się z casino współcześnie, to są deformacje, że powstaje zbyt duża swoboda taneczna. Niestety promocja MCC w Polsce nie przebiegła od początku w przyjazny sposób, czym zrazili do siebie bardzo wielu ludzi, również i mnie, ale nie chciałbym się do tego odnosić, wolę skupić się na podejściu instruktora i jego logicznym spojrzeniu na to, co się z tym tańcem dzieje.

Od początku, od kiedy uczę casino, poszukuję informacji i prawdy o tym tańcu. Nie chcę kłamać na zajęciach. Nie chcę wymyślać sztucznych kroków i wmawiać ludziom, że to jest kubańskie. Zupełnie inaczej uczyłem 10 lat temu, inaczej 5 lat temu, inaczej uczę dziś. To wynika z tego, że analizując ten taniec pod kątem technicznym wciąż dowiadywałem się czegoś nowego. Moja technika się zmieniała. Trafiłem na metodę Yoela Marrero, dyskretnie wprowadziłem ją na zajęciach, aby ją lepiej poznać i przeżyłem olśnienie. Nagle odnalazłem odpowiedzi na miliony pytań dotyczących konkretnych zasad technicznych. Pytań na które nie można znaleźć odpowiedzi w internecie, bo tej wiedzy po prostu nie ma. Albo jest zapomniana, albo ukryta w starych nagraniach, a najczęściej chyba obecna w pamięci jeszcze żyjących współtwórców casino na Kubie.

Ja, jako instruktor, czuję się w obowiązku, aby nauczyć ludzi jak najbardziej poprawnego casino z tego okresu, w którym wyodrębniało się na Kubie. To jest tak samo jak z muzyką. Jak chcesz grać timbę, to najpierw naucz się grać son, bo wtedy będziesz miał dojrzałe myślenie, będziesz wiedział, co z czego wynika i wtedy możesz iść dalej i jeśli zechcesz, wprowadzaj świadome zmiany.

Nie mam nic do instruktorów, którzy zmieniają casino na swoje potrzeby, ale niech nie mówią na zajęciach, że wymyślona przez nich technika jest jedyna słuszna i prawdziwa. Niech nie robią z siebie alfy i omegi, bo tu nie o to chodzi. Nie tak powinniśmy budować nasz instruktorski autorytet. Musimy okazywać trochę więcej pokory w stosunku do casino, bo nie my jesteśmy jego twórcami. My tylko przekazujemy je dalej. Jaki jest sens w przekazywaniu go w zupełnie innej formie?

Yoel Marrero zgłębiał ten taniec przez lata, mając dostęp do literatury, do nagrań, do ludzi, którzy tworzyli casino na Kubie, rozmawiając z nimi, tańcząc z nimi. To są lata analiz i wyciągania wniosków. Uważam, że MCC to dobry kierunek.

Będąc na Kubie, wchodziłem do każdej księgarni, szukałem wszelkich książek na temat tańca i nie znalazłem nic konkretnego. Wszystkie publikacje były bardzo ogólnikowe, nietraktujące tańca w sposób dokładnie techniczny. Są więc źródłem ogólnikowej wiedzy, nie wystarczającej dla kogoś, kto chce uczyć innych.

A książka El casino y la salsa en Cuba. Co o niej myślisz?

Ona jest w porządku, opowiada ładną historię o casino, ale nie rozkłada tańca technicznie, a to jest dla mnie najważniejsze, jako instruktora. Napisane jest tam też trochę o tym, że casino powinno wyglądać nieco inaczej niż to, co dzieje się z tym tańcem współcześnie. Warto przeczytać!

Wspomniałeś, że byłeś na Kubie. Czy to, co zobaczyłeś zaspokoiło Twoje oczekiwania związane z wyjazdem?

Nie.

Nie? Czyli wizja tancerzy i muzyków na ulicach jest przereklamowana?

Nie widziałem żadnego dobrze tańczącego Kubańczyka, ale byłem na wycieczce objazdowej, więc bardzo możliwe, że nie trafiłem wszędzie tam, gdzie powinienem i o tych godzinach, o których powinienem. Trudno jest zobaczyć Kubę w dwa tygodnie. Aby wyciągnąć z niej to, co wartościowe, trzeba tam pojechać na kilka miesięcy. Mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda.

Nie zniechęciło Cię to, co widziałeś, a raczej czego nie zobaczyłeś?

Myślę, że to mnie jeszcze bardziej zachęciło do tego, aby się postawić i iść w stronę klasycznego casino. Stwierdziłem, że ten rozwój i współczesność mi się po prostu nie podoba.

Na koniec powiedz kilku słów osobom wahającym się, aby zachęcić ich do wybrania kursu casino czyli salsy kubańskiej. Dlaczego mieliby wybrać casino, a nie np. tango?

Jeśli chcesz się uczyć tańca, to zaobserwuj czy taniec ten Ci się podoba, czy podoba Ci się jego charakter, ale przede wszystkim czy podoba Ci się muzyka! To ona ma Ciebie inspirować i sprawiać, że będziesz się w tym wszystkim czuł świetnie.

Ja uwielbiam muzykę, do której tańczy się casino, a w klasycznym casino uwielbiam tą prostotę, która w połączeniu właśnie z muzyką tworzy coś genialnego. Uwielbiam tą estetykę ruchu, na którą wielu współczesnych tancerzy nie zwraca kompletnie uwagi.

Więcej o szkole tańca, którą prowadzi Paweł:

http://thecubanplace.pl/

Pozdrawiam,

M.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s