Wywiad z Erykiem Januszykiem

Eryk Januszyk – współzałożyciel szkoły tańca La Clave w Katowicach. Instruktor festiwalowy, prowadzący zajęcia na wszystkich ważniejszych eventach kubańskich w Polsce (m.in. Festival Cubano, Calle de Timberos, Que Calor, Rumba y Manana) i zagranicą (Festival Guaguanco (Barcelona, Lloret de Mar), Timbachata (Gran Canaria), Cuban All Stars (Bułgaria, Tunezja, Grecja), Cubaila (Wiedeń), Salsa Paradies (Niemcy), Salsa Live (Czechy), Loco London Salsa (Anglia), Rumba y Candela (Francja), gdzie również dawał pokazy). Choreograf i założyciel grupy tanecznej Clave Koksy. Miłośnik muzyki i kultury kubańskiej w najczystszej, niezmienionej postci.

Jako tancerza wyróżnia go łączenie ogromnej wiedzy tanecznej z wiedzą muzyczną. Repertuar, którym dysponuje, zawiera wszystkie gatunki taneczne Kuby i nie tylko. Od Folkloru, Rumby, Bailes Populares, Bailes de Salon, Bailes Campesinos, po współczesne style Reggaeton czy Timba.

Osiągnięcia:

I miejsce 2015 Rumba y Candela Strassbourg – Rumba Columbia;

I miejsce 2014 Guaguanco Festival Barcelona – Rumba Columbia;

I miejsce 2011 Primavera Salsa Open – Casino Pary;

I miejsce 2011 Primavera Salsa Open – Rueda de Casino

Jako pierwszy w Polsce został wyróżniony przez Polską Akademię Kultury Kubańskiej za zaangażowanie i pasję w szerzeniu kultury kubańskiej.

Kiedy zacząłeś swoją przygodę z tańcem? Kto był Twoim pierwszym nauczycielem?

Zacznę od samego początku… Będąc nastolatkiem podobała mi się pewna koleżanka, chodziliśmy do tego samego liceum i pewnego dnia chciałem się z nią umówić, więc podszedłem do niej na korytarzu i zapytałem, o której kończy zajęcia. Okazało się, że za godzinę, więc poczekałem na nią i wyszliśmy razem ze szkoły. Przeszliśmy może 500m, a ona nagle zatrzymuje się, wskazuje na taką starą kamienicę i mówi, że tutaj kończymy nasz spacer, bo zaraz rozpoczyna zajęcia taneczne. Nie zdążyłem nawet nic powiedzieć, a ona zaproponowała abym poszedł razem z nią, argumentując, że młodzież ucząca się może uczestniczyć w zajęciach za darmo. W tamtym czasie wychodziłem z założenia, że taniec nie jest dla facetów, więc zgodziłem się dosyć niechętnie i tylko dlatego, że chciałem spędzić z nią trochę czasu.

Było to Centrum Tańca Kubiszówka, a kurs na jaki trafiłem to taniec towarzyski, prowadzony przez Tomka Kopińskiego. Wspomniana koleżanka zrezygnowała po połowie roku, a ja zostałem. Nie wiem jak to możliwe, myślę, że musiała to być zasługa instruktora, który potrafił zarazić mnie pasją do tańca.

Pewnego razu dla urozmaicenia, Tomek, zrobił nam salsę kubańską. Na początku byliśmy bardzo sceptycznie nastawieni, bo przyzwyczailiśmy się do tańca towarzyskiego, jednak już po samej rozgrzewce salsa bardzo nam się spodobała. Tomek ustawił nas w kole, nauczył kilku prostych figur i zaczęliśmy tańczyć ruedę. W tamtym momencie zobaczyłem, że taniec może sprawiać mi jeszcze większą frajdę niż dotychczas. Nie musiałem trzymać sztywnej ramy i nauczonych do tej pory schematów, wystarczyło tańczyć do rytmu i uśmiechać się do ludzi, była to czysta zabawa i przyjemność.

Na kolejnych zajęciach podekscytowani krzyczeliśmy: „Panie Tomku, panie Tomku, zróbmy znowu salsę!” I tak jeszcze przez kolejne 3 zajęcia, aż Tomek powiedział, że musimy wrócić do tańca towarzyskiego, bo tak nazywa się kurs, na który się zapisaliśmy. Zapytaliśmy więc, gdzie odbywają się regularne zajęcia z salsy kubańskiej. Tomek uczył w szkole tańca Salsa Bielsko i właśnie tą szkołę nam polecił.

Momentalnie zapisałem się do niego na ruedę i pewnego dnia Jerzy Sałamum podszedł do mnie i zaprosił mnie na swoje zajęcia. Podpytałem Tomka kim jest Jurek, a on odpowiedział mi, że Jerzy to założyciel szkoły, a w dodatku bardzo dobrze tłumaczy i że powinienem spróbować u niego swoich sił.

Nie mogłem trafić na lepszego nauczyciela! Uważam, że każdy facet w naszym kraju powinien przejść kurs podstawowy u Jerzego Sałamuna. Jest to niezwykły człowiek z ponad 15-letnim doświadczeniem i indywidualnym podejściem do każdego kursanta. Nauczył mnie bardzo solidnych podstaw, dzięki którym nauczyłem się prawidłowego prowadzenia i zwracania uwagi na szczegóły. Jest nie tylko wspaniałym instruktorem, ale też człowiekiem. Pamiętam jak przymykał oko na moje odbicia w karnecie i wpuszczał mnie za darmo na niektóre zajęcia. Cieszył się, że tak chętnie tańczyłem kilka razy w tygodniu. Pewnego dnia powiedział mi, że nadszedł czas abym zaczął jeździć na festiwale, wskazywał mi, do których instruktorów powinienem pójść na zajęcia.

Pozdrawiam serdecznie zarówno Tomka, jak i Jurka! 🙂

Każdy Twój ruch charakteryzuje się niezwykłą techniką i dokładnością wykonania. Domyślam się, że musisz na co dzień spędzać bardzo dużo godzin na treningach?

Pewnie zadziwię wszystkich odpowiedzią, ale bardzo mało trenuję. Skupiam się przede wszystkim na trenowaniu głowy, bo uważam, że nie ma ruchu dla samego ruchu. Musimy zrozumieć jego intencję. Jeżeli chcę, dajmy na to, czubkiem głowy dotknąć sufitu, to wcale nie staram się myśleć o tym, aby wyciągnąć szyję jak najwyżej, muszę skupić się na celu.

Najważniejsze, to uświadomić sobie po co coś robisz i czemu to służy, wtedy o wiele łatwiej wszystko przychodzi.

Podam kolejny przykład. Myśląc o tym, że chcemy się odchylić, możemy zrobić to na tysiąc różnych sposobów i każdy człowiek odchyli się inaczej, ale jeśli pomyślimy, że chcemy oprzeć się o ścianę, to wszyscy oprą się tak samo, bo nasze ciało zachowa się wtedy intuicyjnie i naturalnie. Właśnie w taki sposób należy myśleć o tańcu.

Wiele godzin spędziłem analizując filmiki na YouTube. Starałem się zaobserwować jaką intencję ma tancerz wykonując dany ruch i myślałem sobie.. aha, on tutaj czyści buty! Więc ja nie analizowałem czy on te buty czyści ze zgiętym nadgarstkiem w prawej ręce, z wyprostowanym łokciem czy jednak ruch wychodzi od ramienia. Najważniejsze jest to, że on chce wyczyścić buty, czyli to jest intencją tego ruchu. Czy ja nigdy nie czyściłem butów? Oczywiście, że czyściłem i wykonując ten ruch właśnie z takim wyobrażeniem, nagle okazuje się, że robię go dokładnie tak samo jak osoba na filmiku.

Wraz ze swoją ówczesną partnerką taneczną, Martyną, dwukrotnie braliście udział w Primavera Salsa Open. Zadebiutowaliście w 2010 roku, a w 2011 stanęliście na podium, zajmując I miejsce. Jak wyglądały Wasze przygotowania i kto był pomysłodawcą tego przedsięwzięcia?

Inicjatywa wzięcia udziału w Primaverze nie wyszła ani ode mnie ani od Martyny. Nasi nauczyciele, czyli Jurek, Tomek i Daniel, jako że oni już wiele osiągnęli, wpadli na pomysł, aby pokazać ludziom, że w Bielsku kształci się coraz więcej młodych, zdolnych tancerzy i wystawili wtedy 2 pary – Piotrek Wróbel z Anią, córką Jerzego Sałamuna oraz ja z Martyną.

W 2010 roku Piotrek z Anią zajęli I miejsce, ja z Martyną zajęliśmy II, jednak to był dla nas ogromny sukces, bo za nami byli ludzie, którzy tańczyli dużo lepiej technicznie. Oczywiście to była zasługa naszych instruktorów, którzy opowiadali nam na czym powinniśmy się skupić. Mówili, że musimy zastosować jakieś elementy zaskoczenia, które przykują uwagę widza i będą zapamiętane, bo nikt nigdy nie oceniał tylko i wyłącznie techniki samej w sobie. Liczył się pomysł i żywiołowość.

W 2011 przyłożyliśmy się już dużo lepiej i udało nam się zdobyć I miejsce. Spędzaliśmy godziny na treningach. Jurek całkowicie za darmo udostępniał nam salę, za co mu z całego serca dziękuję, bo byliśmy wtedy uczniem i studentką, którzy nie byliby w stanie niczego wynająć. Trenowaliśmy po zakończeniu kursów, często w godzinach nocnych, od 22 do 3, a czasami 4 rano. Starałem się podążać drogą, którą pokazał mi Jurek i moja partnerka, Martyna, a mianowicie: „Ci Kubańczycy fajnie tańczą, spróbuj tańczyć jak oni”. Oczywiście zupełnie mi to na początku nie wychodziło, ale ciągle miałem w głowie myśl, że chcę tańczyć jak Kubańczycy i szukałem w sobie tego kubańskiego stylu.

Jurek bardzo mnie wspierał i ogromnie pomógł mi poprzez wysyłanie mnie na festiwale i wskazywanie, do których instruktorów powinienem pójść na zajęcia.

Kiedy przygotowywaliśmy się do Primavery, to nie wiedzieliśmy z Martyną w jaki sposób zatańczyć wiele rzeczy, ciągle zastanawialiśmy się jak one zostały osiągnięte. W kółko oglądaliśmy filmiki Kubańczyków i nagrywaliśmy się, aby zobaczyć czy udało nam się uzyskać zamierzony efekt i  zazwyczaj okazywało się, że musieliśmy powtarzać wszystko wielokrotnie. Martyna starała się zobrazować mi jak ona widzi, że Kubańczyk coś robi oraz jak ja to robię, że nie mam takiej intencji jak on. Nie do końca rozumiałem o co chodziło, ale już wtedy mi to trochę nakreśliło, że nie powinienem się starać tylko czymś ruszyć, ale przede wszystkim coś tym ruchem osiągnąć, jakąś formę obrazu, jakiś wyraz.

Bardzo cieszyłem się, że wygraliśmy w 2011 roku, ale było mi też trochę głupio, bo przegrali z nami tancerze, którzy byli dla mnie wzorem do naśladowania, a przecież wtedy chciałem tańczyć tak jak oni.

Wielokrotnie udało Ci się zdobyć również wysokie miejsca w konkursie Rumby Columbii na festiwalu Guaguanco w Hiszpanii. Niewielu śmiałków zdecydowałoby się na taki krok.. biały człowiek pośród Kubańczyków, Latynosów na zagranicznym kubańskim festiwalu. Dla wielu brzmi to dość abstrakcyjnie. Jak to się stało, że postanowiłeś wystartować?

Historia mojego pierwszego występu jest dosyć dziwna, bo na scenie znalazłem się zupełnie przypadkowo, nie było to wcześniej planowane.

W 2012 roku wraz z innymi cenionymi dzisiaj tancerzami, m.in. Anią Zając i Danielem Pancerzem, pojechałem do Hiszpanii na swój pierwszy festiwal Guaguanco. Co roku, zazwyczaj w sobotę w godzinach popołudniowych, można usłyszeć tam muzykę na żywo, do której tancerze próbują swoich sił w Rumbie Columbii. Szczerze mówiąc, ja wtedy nie wiedziałem nawet o co tam dokładnie chodziło. Tańczyłem co prawda rumbę Guaguanco, ale nie do końca widziałem jaka jest między nimi różnica. To były czasy kiedy wiedza na ten temat była dość ograniczona.

Wracając do mojej historii tamtego dnia… podekscytowana Martyna mówi do mnie: Eryk, ale super, będzie rumba grana na żywo, a do tego konkurs Rumby Columbii!

Ja odpowiadam: Super, ale o co w tym chodzi?

M: Pamiętasz te zajęcia z Julio Manguero? Te takie szybkie ruchy, przebieranie nogami, tu uderzasz, tam ręka do góry?

E: No tak, pamiętam.

M: No więc słuchaj, tutaj będzie tak, że każdy może wyjść, nie ma żadnych zapisów, jak czujesz to idziesz.

E: O, no to fajnie, pewnie będą niezłe pokazy.

M: Nie nie. Wyjdź i zobacz jak to jest. Wiadomo, że od razu nie wygrasz, ale jeśli spróbujesz to kolejnym razem będzie Ci łatwiej. I tak Cię tutaj nikt nie zna, a trzeba od czegoś zacząć.

E: No dobrze, w sumie to czemu nie.

M: Tylko musisz sobie ułożyć jakiś układ w głowie. Pamiętasz zajęcia na tamtym festiwalu? Tam był taki fajny układ, tutaj kopnąłeś, tam zszedłeś w dół, klasnąłeś.

E: Pamiętam.

M: Dobrze, więc ułóż sobie coś na podstawie tych ruchów, a jak Cię poniesie to zrób coś więcej.

Pamiętam jak zespół zaczął grać najpierw rumbę Yambu, później Guaguanco i to rozkręcające się tempo, aż doszło do rumby Columbii. I jak tak stałem i patrzyłem na tych wychodzących tancerzy, to zacząłem się bać… ale pomyślałem sobie, że teraz już nie ma odwrotu, bo przecież nie mogę wyjść na tchórza przed moją partnerką – wtedy również dziewczyną.

Martyna mówi: „Eryk, wychodź teraz!”

Wyszedłem krokiem rumbowym (zaobserwowałem jak inni wychodzili, więc wiedziałem, że to jest dobry krok). Jak teraz o tym myślę, to musiało wyglądać komicznie… wyszedłem taki zgarbiony tym krokiem rumbowym, chciałem zatańczyć i… zapomniałem wszystko, co sobie wcześniej przygotowałem. Zacząłem się gubić, a co najistotniejsze… nie byłem w rytmie! To był ogromny stres. Nie znałem się wtedy dobrze na muzyce, ale słyszałem, że wypadłem z rytmu, to było straszne. Ten moment dłużył się w nieskończoność, tłum ludzi wokół mnie, ja na środku próbujący coś zatańczyć… Postawiłem wszystko na jedną kartę i zacząłem robić jak najmocniejsze ruchy, aż tu nagle usłyszałem, że quinto przestało grać, a quinto zawsze dogrywa do tancerza. Pomyślałem sobie: „Boże, czy jestem aż tak słaby, że muzycy przestali grać?!”

Quinto, to taki instrument, na którym powinien grać bardzo dobry muzyk, aby podążyć za ruchami tancerza i dodatkowo jeszcze go napędzać.

Okazało się, że quinto zostało przejęte z rąk młodego muzyka przez starutkiego doświadczonego Kubańczyka, który usiadł i zaczął patrzeć na mnie z ogromnym skupieniem. Poczułem przerażenie, zacząłem robić jakieś gwałtowne ruchy żeby sprawdzić co się zaraz wydarzy. Wpatrzony we mnie Kubańczyk zaczął uderzać w instrument, napędzać mnie i wtedy poczułem, że wymieniamy się energią i zaczynamy współpracować. Nagle zacząłem tańczyć, co prawda również nie do rytmu, ale zdecydowanie poniosła mnie tamta chwila. Jak się później okazało, tym Kubańczykiem był Goyo Hernandez – jeden z najlepszych kubańskich bębniarzy w historii, który przyjechał na festiwal prostu z Kuby, niestety już teraz świętej pamięci.

Jestem absolutnie zachwycony, że tak wybitny rumbero dogrywał do mojego tańca. Nie wiem czy któregokolwiek białego człowieka spotkał taki zaszczyt jak mnie tamtego dnia.

Wow, jestem pod ogromnym wrażeniem! Czyli to wszystko wydarzyło się w 2012 roku? Pamiętasz, które miejsce wtedy zająłeś?

Tak, to było w 2012 roku. Ku mojemu zaskoczeniu, zająłem wtedy III miejsce egzekwo z Francuskim rumbero, który pamiętam, że tańczył na bardzo wysokim poziomie.

Rok później w 2013 udało mi się zdobyć II miejsce, a w 2014 już miejsce I.

Czyli po swoim debiutanckim występie już na dobre zacząłeś zajmować się rumbą Columbią?

Po naszym powrocie z festiwalu Guaguanco rozeszła się wiadomość, że Eryk brał udział w konkursie Columbii i został wyróżniony.

Ludzie zaczęli patrzeć na mnie poprzez zupełnie inny pryzmat, zapraszali mnie na warsztaty, oczekiwali ode mnie wielkich umiejętności. Wszyscy myśleli, że reprezentuję wysoki poziom, a prawda jest taka, że ja wtedy jeszcze nic sobą nie reprezentowałem.

Poczułem, że nie mogę zawieść ludzi i zacząłem rozwijać się w tym kierunku już nie tylko dla zabawy, ale faktycznie żeby osiągnąć coś więcej. Pierwsze warsztaty bardzo mnie stresowały, w ogóle mnie to nie bawiło, ale po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że nie ma się czym stresować i zacząłem się w tym spełniać i odczuwać z tego radość.

A powiedz mi… Czy po zakończeniu współpracy z Martyną nie obawiałeś się, że możesz sobie nie poradzić? Nie przerażało Cię, że możesz liczyć już tylko na swoje umiejętności?  

Czasami ludzie mówili, że to ja jestem ten lepszy w parze. Patrzyłem wtedy na te osoby, od których to usłyszałem i myślałem sobie: „Gdybyś Ty wiedział, gdzie ja bym był gdyby nie Martyna.” Do dzisiaj nie umiem tych rzeczy, które umie Martyna, a ona już nie tańczy jakiś czas. Jedna z naszych najlepszych polskich dziewczyn przestała tańczyć…

Zanim jeszcze nasze drogi rozeszły się na dobre, to nastał taki moment, że nie współpracowaliśmy ze sobą już tak intensywnie i robiąc warsztaty weekendowe ustalaliśmy, że przygotowuje się jedno z nas, a drugie tylko wtedy, jeśli chciałoby coś od siebie dodać. Przez to poczułem, że nie mogę już tak bardzo na niej polegać.

Kiedy zacząłem prowadzić warsztaty całkowicie sam, to owszem, stresowałem się, ale wiedziałem, że Martyna nie uratuje już żadnej sytuacji i że to ja jestem osobą, która musi zrobić wszystko od A do Z. Byłem świadomy, że muszę polegać tylko na sobie i na swoich umiejętnościach, a nie na parze.

Jesteś nie tylko tancerzem, ale również muzykiem, grasz na wielu instrumentach. Uważasz, że każdy tancerz powinien nauczyć się grać, aby lepiej poznać muzykę?

Nie jestem muzykiem, ale uwielbiam grać. Co prawda jestem coraz lepszy, aczkolwiek wciąż wstydzę się grać przy osobach, które naprawdę dobrze się na tym znają.

Wracając natomiast do pytania, to uważam, że powinno się poznać chociażby podstawy, bo dzięki temu tancerz może o wiele lepiej odnaleźć się w muzyce i jest w stanie świadomie ją interpretować.

Jeśli kiedykolwiek miałem co do tego wątpliwości, to zostały one całkowicie rozwiane podczas jednego z festiwali Guaguanco, kiedy znany autorytet rumbowy wyszedł i powiedział, że prawdziwy rumbero powinien potrafić nie tylko tańczyć, ale również grać i śpiewać i dopiero wtedy będzie mógł określać się mianem rumbero.

Myślę, że zrozumienie muzyki dało mi najwięcej, jeśli chodzi o mój rozwój taneczny. My tancerze, musimy wiedzieć jak bogata jest muzyka kubańska, bo ewolucja muzyki jest ściśle związana z ewolucją tańca. Danzón, chachacha, mambo, son, timba, rumba, reggaetón – wszystko to miało swoje ramy czasowe. Rumba uliczna była zupełnie inaczej grana kiedyś niż rumba dzisiaj, to samo timba z lat 70-tych. Jeśli ktoś nie pojmie tego, jak muzyka kubańska ewoluowała, to jego taniec będzie zawsze stał w miejscu.

Mógłbyś zdradzić mi skąd czerpiesz tą całą wiedzę? Czytasz książki, rozmawiasz z Kubańczykami?

Wiedzę czerpię z bardzo różnych źródeł. Istnieją całe prace naukowe na temat tego, skąd i w jakich latach ludzie migrowali do poszczególnych obszarów kuli ziemskiej. Czytam też książki, ale najwięcej dowiedziałem się rozmawiając z Kubańczykami.

Miałem przyjemność poznać wielu wiekowych już Kubańczyków, którzy chętnie opowiadali mi o korzeniach swojej kultury. Wielka szkoda, że nie są oni znani w Europie, m.in. dlatego, że nie tańczą nowoczesnych styli, które są teraz popularne. Zatrzymali się w czasach, kiedy tańczono danzón, chachacha, mambo, bolero, son, ale nie dlatego, że są ortodoksyjni, ale dlatego, że właśnie w tamtym okresie przeżywali lata swojej młodości. Szczerze mówiąc, to głównie dzięki takim ludziom możemy poznać prawdziwą historię tańca i muzyki kubańskiej.

Uważasz, że każdy tancerz casino powinien zgłębić wiedzę na temat historii wszystkich tańców kubańskich czy można odciąć się zupełnie od sonu, rumby, afro i stwierdzić: „Ja chcę tańczyć jedynie salsę kubańską!” ?

Nie wolno zapominać o korzeniach. To jest trochę tak jakby ktoś dopiero co się urodził, nie potrafi jeszcze raczkować, chodzić, a już chciałby nauczyć się biegać albo skakać. Możesz udawać, że skaczesz, ale w rzeczywistości będziesz upadać za każdym razem.

No chyba że ktoś traktuje taniec tylko i wyłącznie jako formę zabawy, jako przerywnik dnia codziennego i nie czuje potrzeby poznawania historii. Sam na początku chodziłem na zajęcia tylko dlatego, że poprawiało mi to humor, czerpałem z tego radość, ale nie obchodziło mnie czy robię to dobrze czy źle.

Jednak kiedy ktoś czuje, że casino to taniec, w którym chce się spełniać, to powinien poszerzyć swoją wiedzę i dowiedzieć się od czego wszystko się zaczęło i jak ewoluowało na przestrzeni lat. Poznając inne tańce rozumiesz skąd wzięły się poszczególne kroki w casino. Patrzysz dajmy na to na son i myślisz sobie: Ooo, ten krok robimy, tamten jest nieco zmieniony, a tego już nie stosujemy.

Dlaczego więc w szkołach tańca nie mamy dzisiaj kursów Danzónu czy Sonu? Można spotkać jedynie kursy Casino, a najczęściej nawet pod nazwą Salsy Kubańskiej.

Spróbuję to wyjaśnić w taki sposób, że wszystko zależy od czasów w jakich żyjemy. Kiedyś kobieta była damą, mężczyzna był gentelmanem i nie istniał zwyczaj zapraszania kogoś na piwo, do kina czy na kolację, wszystko odbywało się w bardzo elegancki sposób. Danzón tańczony był na salonach. Mężczyzna chcąc zbliżyć się do kobiety prosił ją do tańca. Położenie ręki na plecach było wtedy już bardzo bliskim kontaktem.

Son natomiast powstawał na wsiach. Ludzie dla zabicia czasu spotykali się, tańczyli, grali, śpiewali, nie znano innych rozrywek. Gitara była bardzo prostym instrumentem do wykonania, więc wiodła prym na takich potańcówkach.

Wszystko zależy od potrzeb społecznych. Dzisiaj nikt nie będzie tańczył sonu dla zabawy, bo charakter muzyki określanej jako żywa i skoczna zupełni się zmienił. Dzisiaj ludzie bawią się najlepiej tańcząc ruedę, więc takie zajęcia trzeba im dostarczyć.

Zdarza się, że na regularnych zajęciach opowiadasz kursantom o historii powstania Casino? Próbujesz ich uświadomić?

Oczywiście, że się zdarza, ale tylko wtedy kiedy oni wyjdą z inicjatywą pytając mnie o to. Sam nie próbuję narzucić ludziom, że muszą wiedzieć to czy tamto. Nie mówię kursantom, że nie mogą tańczyć Casino dopóki nie nauczą się Sonu, bo mogą. Ja też zaczynałem od Casino i dopiero później poczułem, że jestem ciekawy i chcę dowiedzieć się więcej.

Powiedz mi jeszcze, co sądzisz na temat kierunku w jakim podąża rozwój casino? Mam na myśli mieszanie styli tanecznych, dodawanie rumby, afro, reggaetonu.

Kiedyś myślałem, że nie powinno się niczego mieszać, a teraz obserwując młode pokolenia tancerzy tutaj w Europie i na Kubie, uważam, że ewolucja tańca i muzyki jest potrzebna, bo jeśli coś się nie rozwija, to po pewnym czasie umiera.

Na przestrzeni lat zmieniłem trochę do tego podejście, ale wciąż nie dopuszczam wrzucania afro do casino, jeżeli w podkładzie nie grają bębny bata. Tak samo nigdy nie wejdę w rumbę, jeśli w muzyce nie ma konkretnych rumbowych odniesień, czy to zaśpiewów typowych dla rumby, czy chociażby perkusjonaliów, czyli cong, które grają schemat rumby. Powinniśmy szanować muzyków i muzykę, którą tworzą. Jeśli słyszymy, że grają utwór sonowy, który ma partie timbowe, to starajmy się odpowiedzieć określonym stylem tańca i nie wrzucajmy rzeczy zbędnych.

Jeśli jednak miałbym się odnieść do salsatonu, cubatonu i innych skocznych styli, to nie ma chyba dużego znaczenia czy ktoś wrzuci stary reggaetón, nowoczesne repartero, hip-hop, dancehall czy dembow. Tutaj wszystko jest dopuszczalne i nie mam nic przeciwko mieszaniu styli w tym przypadku.

Dla wielu jesteś inspiracją, można zauważyć, że nieprzerwanie się rozwijasz. A co Ciebie inspiruje? Skąd bierzesz pomysły na wciąż nowe choreografie? Masz swoich ulubionych tancerzy, którzy są dla Ciebie przykładem?

Nie potrafię wymienić jednej konkretnej osoby, szanuję i podziwiam wszystkich tancerzy. Nie ważne czy ktoś tańczy styl kubański, salsę liniową, bachate, kizombe czy jakikolwiek inny taniec. Każdy tancerz może być dla mnie inspiracją.

Staram się rozwijać i biorę udział w zajęciach z bardzo różnych styli. Stojąc przed lustrem obok instruktora czy instruktorki widzę jak dopieszczone są ich ruchy w porównaniu do moich. Pewnie wy macie podobnie patrząc na mnie, jeśli chodzi o tańce kubańskie, ale ja również przechodziłem i wciąż przechodzę przez te etapy. Co więcej, każdy jeden Kubańczyk jest dla mnie inspiracją, nawet jeśli nie jest tancerzem, bo oni tańcząc np. reggaetón potrafią idealnie wcielić się w rolę, nastawić się mentalnie na ten jeden konkretny ruch i wykonać go tak jakby pracowali nad nim tygodniami.

Oglądając jakikolwiek profesjonalnie zatańczony taniec, zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem pracy włożonej przez tancerzy. Kategoria wiekowa też nie ma tutaj żadnego znaczenia, dziecko może być równie dużą inspiracją jak dorosły człowiek, bo np. ja nie potrafię wykonać ruchu, który ono wykonuje w sposób naprawdę imponujący.

Szkoła tańca, którą prowadzi Eryk:

http://laclave.pl/

Pozdrawiam,

M.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s